piątek, 21 grudnia 2012

Jawność płac



Czy można być zwolennikiem przejrzystości wynagrodzeń? Czy ktoś jest sobie w stanie wyobrazić jawność otrzymywanych płac? W końcu, czy jest to dobre rozwiązanie konfliktów prawnych i szansa na rozwój gospodarki?
Na początku chciałbym przytoczyć obrazy Norwegii i Szwecji. Państw, w których od x lat każdy zarejestrowany podatnik może sprawdzić w internecie roczne zarobki swojego sąsiada, współpracownika, przełożonego, prezydenta, wujka, cioci itd. Co prawda, tamtejszy system budzi kontrowersje, to jednak znajduje wielu zwolenników na świecie.
Jawność wynagrodzeń jest w stanie zapewnić nam poczucie, że jesteśmy odpowiednio traktowani. Pieniądze powinno otrzymywać się za wyniki, a nie za chodzenie do pracy. Jeśli się przykładamy, otrzymujemy podwyżkę. Dzięki możliwości obserwacji zarobków, sprawdzamy, czy nie jesteśmy dyskryminowani wobec innych ( pracujących tak samo jak my, w tej samej firmie, na tej samej umowie )
Jak to idzie w parze z gospodarką? Swoboda przepływu informacji. Wiemy kto ile zarabia i za co. Jesteśmy w stanie sprawdzić najlepiej opłacane zawody. W efekcie przybywa specjalistów, firmy wydajniej pracują, a gospodarka się rozwija.
Kolejny aspekt – przekręty finansowe. Czy rzeczywiście sąsiad jeździ Mercedesem, bo na niego zarobił? Przecież jest zwykłym księgowym. Ileż to słyszymy wymówek, że kochana mamusia wysyła pieniążki synkowi. Najgorsze jest to, że sądy w to wierzą. W Norwegii jawność płac tyczy się każdego! Od prezesów, ministrów po panią z warzywniaka.
Czy jest to możliwe w Polsce? Obecnie Kodeks Pracy jedynie pośrednio nakazuje zachowanie tajności płac, a dopiero Kodeks Cywilny bezpośrednio reguluje te kwestię. W grę wchodzi obowiązkowa poufność na linii pracodawca-pracownik, ochrona danych osobowych, naruszanie tajemnic przedsiębiorstwa, naruszanie dóbr osobistych pracownika. Również ze strony etycznej można spotkać się z mało przychylnymi opiniami.
Czy powinniśmy to zmienić?
Jak na razie pozostaje podążać za marzeniami C.K.Norwida:
                (…)
                Do tych co mają tak za tak – nie za nie,
                Bez światło-cienia…
                Tęskno mi, Panie…

sobota, 15 grudnia 2012

Świątynie

Jak dobrze wiadomo naród, czyli nasze pokolenie mądrzeje. Każdy pod różnymi względami wycwanił się na jakiś niesamowity sposób. Ktoś ma lepiej, więc i my dążymy do tego, albo zazdrościmy co jest minusem Polaków (moim zdaniem!). Szczytno liczy 25 tyś. mieszkańców i 5 kościołów wyznania rzymskokatolickiego. Nic w tym dziwnego, bo na każde jakby osiedle jest przeznaczony jeden "Dom Boży”. Pod lupkę na początek wezmę parafię św. Brata Alberta. Na początku kariery mały, drewniany kościółek przy głównej ulicy i dużym osiedlu. Nie sprawdziły się jego rozmiary i mrozy, jakie w nim panowały podczas zimy. Czas na budowę nowego! Przez x lat na naszych oczach wschodził szczycieński pałac kultury. Efekt jest, ale za te pieniądze można było zrobić coś mniejszego, a jeszcze bardziej efektowniejszego. No cóż, mamy piękny kościół, więc czemu inne parafie mają być gorsze? BUDUJEMY DALEJ! Osiedle x ma kościół idealnych rozmiarów, mały remont jedynie by się przydał, ale potrzebny aż tak nie jest. Pytanie po co remontskoro stać nas na nowy kościół? BUDUJEMY! Wyglądając przez okno, widzę już wysoką wieżę. Kościół olbrzymich rozmiarów, w ogóle nie potrzebny, gdyż ten ‘’stary’’ idealnie mieścił wszystkich uczęszczających co niedziela do kościoła.
Dobrze, rozumiem, chcemy i dążymy do czegoś lepszego, ale dlaczego naszym kosztem. Zamiast nowego kościoła uważam, że lepiej byłoby oddać te pieniądze biednym, potrzebującym ludziom, dać trochę do schroniska dla zwierząt, aby w cieple przetrwały zimę. I tu jest pytanie? Czy Bóg, nasz stwórca wolałby sobie postawić nową willę z basenem czy podzielić się z innymi?


Aleksandra 

czwartek, 13 grudnia 2012

Ciąg dalszy Roty?

W internecie znowu pojawiają się informację ws. Roty oto jeden z artykułów:

Ciąg dalszy Roty ?

Szkoda tylko, że Pan poseł przed napisaniem pisma dokładnie nie przyjrzał się tej sprawie...

Konkrety, prawdziwe konkrety można przeczytać TU.

wtorek, 11 grudnia 2012

Super Express'owa germanizacja i łamanie praw fizyki

Drugi raz ten sam temat, teraz będzie konkretnie o jednej gazecie i jej sukcesach w walce z przyzwoitymi ludźmi. Mowa o popularnym SE i artykule: KLIK

'Germanistka i zarazem dyrektorka szkoły w Szczytnie...'. Początek całkiem przyzwoity, interpretować go można na dwa sposoby: 'Nauczycielka niemieckiego i zarazem dyrektorka szkoły w Szczytnie' albo 'Nauczycielka szerząca idee...' Kurwa, jakie idee germanistyczne dziś można szerzyć? Angela Merkel to drugi Führer? Początek ma kilka znaczeń, ale biorąc pod uwagę wiedzę, iż faktycznie osoba ta uczy języka zza Odry, my możemy to zrozumieć, reszta pomyśli że ma do czynienia z czymś w stylu germanizacji podczas zaborów. Jedno słowo, a dzięki niemu tyle ludzi przeczyta ten ich gówniany artykuł.

'W ramach sankcji - zawiesiła szkolny radiowęzeł, choć po naszej interwencji czas trwania kary nieco skróciła.' - niczym Robin Hood bronią biednych. Zaraz, zaraz, z tego co wiem owa 'sankcja' została zdjęta dzień przed wizytą SE. Działają tak szybko, że akcja następuje przed reakcją.

Szkoda że wiedzy o każdej sytuacji nie mamy w momencie gdy dowiadujemy się z mediów o jakiejś sensacji, zachwycamy się, krytykujemy, komentujemy, a sami możemy w tym momencie być robieni w chuja. Pozdrawiam i zachęcam do nie czytania polskiej prasy, nie oglądania wiadomości i programów politycznych w tv. Zachęcam do czytania niezależnej prasy której mnóstwo w lepszej części internetu.

Media a polityka

Codziennie jesteśmy świadkami propagowania partii politycznych przez media, dowiadujemy się różnorodnych wiadomości w zależność od tego jaką stację telewizyjną włączymy. Przyglądając się temu głębiej stwierdziłem, że warto poruszyć temat mediów w polityce.

Włączając TVN zauważam, że Platforma Obywatelska jest ukazywana w jak najlepszym świetle, Donald Tusk ma zawsze rację, a sprawa Janusza Piechocińskiego robi się priorytetowa. Lecz gdy biorę „Rzeczpospolitą” w rękę i kartkując strony dostrzegam krytykę Tomasza Wróblewskiego na partię lewicową i czytam, że „lewicowi ideolodzy próbują wmówić masom, że należy się im równość, aby na ich plecach piąć się do władzy” a potem jeszcze słyszę gdzieś w radiu, że Donald Tusk obłudą zyskuje sobie poparcie, a jego obietnice są tylko ładnie opakowanym pustym prezentem, to sam już nie wiem gdzie mówią prawdę, a gdzie plotka potęguje kłamstwo. Mass media – same słowa brzmią okropnie. Redaktorzy uwiecznią każdą najdrobniejszą obietnice swojej partii w gazecie, jeśli odpowiednio zadba o to poszczególny polityk. Hasła propagandowe nie muszą zawierać w sobie prawdy i gwarantować realizacji – ważne, że hasło mydli oczy i manipuluje społeczeństwem. Nie oszukujmy się - swój swego broni - więc jeśli zdamy się z czystego lenistwa na odbiór informacji z jednej stacji, to z góry jesteśmy skazani na stłamszenie przez telewizję, wygórowane myślenie na temat tylko jednej partii, spostrzegając ją w przepierzeniu; kompletnie w innej formie, niż jest rzeczywiście.

W takim razie w co wierzyć? Gdzie szukać prawdy, a gdzie wyczuć kłamstwo?
Mógłbym stać bezczynnie i tylko spoglądać na to, co dzieje się w kraju czy w sejmie, a potem godzić się z drożejącym cukrem, benzyną albo gazem. Ale dlaczego bym miał, skoro mogę przyłożyć rękę do spraw wyidealizowanych przez mass media i tak po prostu zawalczyć o swoje? Warto być aktywnym, więc szukajmy dziury tam, gdzie starają się ją ukryć i wprowadzajmy różnorodność informacji, zamiast ograniczać się do jednego źródła. Nie pozwólmy sobą manipulować i indywidualnie, zgodnie z własnym zdaniem wybierajmy partię, którą naprawdę warto się zainteresować. Dobrnięcie do prawdy nie jest łatwe, ale sam mogę zagwarantować, że jeśli uda nam się przejść przez szarańczę mediów, propagandy i przez obłudę polityczną, to cały trud zostanie wynagrodzony w postaci rzetelnych i prawdziwych informacji.


poniedziałek, 10 grudnia 2012

Kościół a pieniądze

Warto zacząć od tego że sam w Boga wierzę, ale nie uczęszczam do kościoła. Nie jest to skutkiem lenistwa, a tego w jaki sposób księża podchodzą do swojego zawodu, który wymaga tego by właśnie te sprawy zawodowe odstawić na drugi plan. Dodam nawet że czasem mam chęć iść, pomodlić się. Czy warto, czy miejsce ma takie znaczenie i czy muszę słuchać ciągłych wykładów że brakuje pieniędzy i ludzie mało dają? Mało jest wierzących innego odłamu, a więc zaznaczę że zajmuję się tylko sprawą wiary rzymskokatolickiej. Wedle danych z 2011 roku 35,5 mln ludzi w Polsce jest tego wyznania.

Zacznę może od kwestii pieniędzy, tej niby ważnej, ale czy najważniejszej w wierze. Tego że od początku aż do teraz wiara ma elementy biznesu chyba nie trzeba tłumaczyć. Począwszy od szerzenia kościoła mieczem w celach zarobkowych dla armii (osiedlanie terenów i rabieże), a na obecnym błaganiu o pieniądze i braku ich opodatkowania kończąc. Tutaj śmiało można powiedzieć że Polska jest jeszcze państwem w którym kościół odgrywa ogromną rolę, tak było zawsze i przez długo czas będzie. Powoli się to zmienia i zaufanie do tej instytucji spada.

Nasze pokolenie jest inne czy może kościół nie ma czym zachęcić nas do siebie, a jedynie odrzuca? Z jednej strony ludzie z roku na rok przez rozwój wszystkiego w koło stają się bardziej myślący (niekoniecznie mają więcej wiedzy w sobie, ale mają lepszy i szybszy do niej dostęp), a z drugiej kościół i księża coraz bardziej stawiają na biznes.

Krytykować łatwo, to może zrobić każdy. Co zrobić by było lepiej? Podatki są odpowiedzią na wszystko. Trzeba wziąć pod uwagę że to ciężkie do wykonania bo starsi ludzie dalej dadzą pieniądze pod sutannę i nikt nie będzie z nich rozliczany. Myśląc o przyszłości i o nas wygląda to inaczej. My, chcąc na przykład zamówić mszę moglibyśmy żądać paragonu.  Zaufanie wzrośnie, państwo będzie miało kolejny dopływ kasy (może kiedyś dług publiczny zacznie spadać), księża nie będą biznesmenami, przez co będzie ich mniej, ale za to ich wiara będzie większa. Oprócz podatków wszystkie majątki nie używane do prowadzenia mszy i życia duchownych (głównie ziemie), jak i istnienia zakonów powinny zostać przejęte przez państwo.

Można to zmienić w monotonny ale łatwy sposób. Dlaczego nikt tego nie robi? Bo żeby dostać głosy wyborców nie można zadzierać z klechami, oni zaś potrafią jednym kazaniem przekazać więcej ludności w Polsce niż kampania za miliard złotych.

Najlepszym podziękowaniem za moje wypociny będzie lajk na fanpage, najłatwiej na górze bloga.

sobota, 8 grudnia 2012

Akcja germanizacja?

Całkiem niedawno w 'Sobiechu' stało się coś co nie śniło się nawet najśmielszym filozofom czyt. mi. Bunt, elementy walki z 'germanizowaniem' i niemieckie korzenie pani dyrektor... czy raczej napędzona plotka, a nawet milion plotek? 

Wpadłem na artykuł na jednej ze stron o polityce, które raczej przypominają serwisy plotkarskie. W internecie wiadomości szybko się rozchodzą i tego tłumaczyć nie trzeba. Media szybko łapią plotki i oprawiają je by zrobić z nich sensację. Na tym głupim przykładzie można zobaczyć jak działają nasze media. Czym są napędzane i na czym robią kasę. Bazują na informacjach z czarnej strony internetu i robią wodę z mózgu. 

Prawda, oficjalna prawda jest taka że klucze od pomieszczenia trafiły do osoby która mieć ich nie powinna, padł pomysł i zagrała muzyka. Po co muzyka czy raczej po co reakcja nauczycieli na nią? 

Jedno i drugie to w zasadzie jedno i to samo, dwa błędy na raz. Polska pieśń o znanym wszystkim przesłaniu w dzień języka niemieckiego w szkole i brak jak domniemam niemieckich utworów (to chyba całkiem normalne, kto słucha niemieckiej muzyki?) w celu pokazania że pomysł jest do dupy i stanowcze nie dla takich 'świąt'. Każdy chyba wie jak działają szkoły i że samowolka nigdy nie wychodzi na dobre, w tym przypadku nie tylko na niekorzyść tych powstańców którzy to zrobili a także dyrekcji która stanęła po niewłaściwej stronie. Wszystko przez dobór utworu który po dziś dzień budzi coś głęboko w nas. Gdyby mowa była o utworze o mniejszej 'mocy' wszystko ostało by się na zawieszeniu. W tym przypadku zaś wszystko powinno zostać zignorowane (łatwo mówić, po fakcie). 

Moim zdaniem osoby dowodzące w ZS3 przez normalne na ich stanowisku zachowanie padły ofiarą internetu i tego w jaki sposób rozchodzą się w nim informacje. Pierwszy raz chyba obronię ludzi z oświaty i powiem że po prostu współczuję im tego co się stało i dziać się będzie. 

Każdy wie że odkręcić się tego już nie da, można tylko próbować tłumaczyć po kolei każdemu z osobna. Nadal zostaną mimo to osoby które będą podgrzewać atmosferę. 

Na koniec jeszcze raz: to nie tak jak piszą i będą pisać! 

Dalej sam sobie się dziwie że potrafiłem w ten sposób do tego podejść, ale chyba tak właśnie trzeba. Jak są jakieś przekłamania to proszę mówić chcę żeby było co pokazywać ludziom którzy przeczytają te pierdoły.

piątek, 7 grudnia 2012

Diety

Jednym z tematów, który chcemy poruszyć będzie płaca dla polityków, a właściwie ograniczenie jej do minimum, ponieważ większość dzisiejszych polityków jest dla pieniędzy, a my chcemy robić to ku chwale Ojczyzny. Po ograniczeniu wysokości diet polityków, przekonamy się kto robi coś dla narodu a kto dla pieniędzy. Obecnie posłowie miesięcznie otrzymują wynagrodzenie w wysokości 9892,30 zł brutto + 2473 zł diety co miesiąc oraz otrzymują co miesiąc 11 650 złotych na prowadzenie biura. Z tych pieniędzy muszą się rozliczyć (wypisać dokładnie jaką kwotę wydają na zatrudnione osoby, ile na opłaty czynszowe, telefon itp). Również z tej puli mogą kupować benzynę. Nierozliczone pieniądze trzeba zwrócić do Kancelarii Sejmu lub Senatu. Płace dla polityków powinny być ograniczone do minimum, czyli tylko do zwrotów prowadzenia biura poselskiego oraz kosztu dojazdu do parlamentu.

czwartek, 6 grudnia 2012

Na początek

Witam wszystkie osoby które mimo charakteru naszego pomysłu postanowiły bliżej się z tym zapoznać.

Wraz z Michałem od zawsze myśleliśmy o powołaniu do życia czegoś takiego. Początkowo żartując między sobą, poprzez jakieś pojedyncze pomysły co można zrobić, a na planach startu wyborach i założenia czegoś egzotycznego kończąc. Obecnie przerodziło się to w bardzo poważne i mam nadzieję przyszłościowe 'coś'. Mamy zamiar zebrać grupę ludzi mających coś do powiedzenia. Jeśli znajdziemy choć minimalne poparcie, a także wspomniane osoby do współpracy to w maju 2013 roku założymy najprawdopodobniej stowarzyszenie. Kolejną sprawą o której myślimy jest startowanie w wyborach kilkunastoosobowego składu. Do tego jednak potrzebujemy Waszego poparcia, które to mamy zamiar zdobywać poprzez  pokazywanie naszych pomysłów na zmiany. Powoli zaczną ukazywać się publikacje. Praktycznie każdy chcący coś zdziałać może to robić, byleby miało to przyszłość i sens. Wystarczy się z nami skontaktować. Już mamy oprócz nas dwie osoby.

Mam nadzieję że udało mi się przekonać że plan ten nie jest żartem. Jeśli zaś dalej tak myślisz, sprawdź nas za miesiąc.

Śmiało wytykajcie mi wszelakie błędy językowe. ;)

Adrian.